Nasze „must have”.

Odkąd rodzi się dziecko i tak wszystko się już dostatecznie komplikuje, więc dlaczego by sobie nie ułatwić trochę codziennego życia? Oto nasze niezbędniki, które bardzo nam pomogły w pierwszych miesiącach nauki obsługi niemowlęcia.

1. Przewijak- w naszym przypadku nakładany na łóżeczko. Po co się schylać przy przewijaniu, ubieraniu, rozbieraniu do poziomu kanapy- kręgosłup jeszcze zdąży wysiąść i to całkiem niedługo (wystarczy, że dziecko stanie się bardziej mobilne). Póki jednak nie umie się przekręcić, obrócić, usiąść, wstać- dla mnie to oczywiste must have. W dodatku kanapa, koce, dywany pozostaną czyste jeśli zdarzy się „wpadka” przy zmianie pieluszki. Cóż… sam maluch już niekoniecznie, ale przecież łatwiej umyć dziecko niż wyprać kanapę ;-)

2. Podgrzewacz do butelek i słoiczków- przydaje się zwłaszcza w nocy, bo nie trzeba biegać do kuchni i podgrzewać wody. Wystarczy nastawić wieczorem odpowiednią temperaturę i włożyć do urządzenia butelkę z wodą, a kiedy maluch wstanie pozostaje tylko dosypać mieszanki i gotowe. Nam przydaje się również w ciągu dnia do utrzymania ciepła herbatki, którą Kubi popija sobie o różnych porach. No i bez problemu można w kilka minut podgrzać także słoiczki.

3. Adaptery do fotelika samochodowego- jak dla mnie rewelacyjnie pomyślane i niezbędne zwłaszcza dla młodszego niemowlęcia. Kiedy dziecko uśnie w samochodzie nie trzeba go wyjmować, żeby na chwilę wstąpić do sklepu czy gdziekolwiek. Montujemy adaptery do stelaża wózka i „przyczepiamy” do niego fotelik. Plusem jest także to, że nie musimy wozić w bagażniku wózka, a z mniejszym gabarytowo fotelikiem łatwiej poruszać się  np. po markecie.

 

 


4. „Przypinka” do smoczka-
btw. do tej pory nie wiem jak to się nazywa ;-) Dużo tu nie trzeba wyjaśniać. Dzięki temu dziecię może sobie wypluwać smoczka ile razy mu się podoba, a my nie musimy zbierać ich z chodnika i nosić tysiąca zapasowych ;-)

 

5. Krem na każdą pogodę- w zimie obowiązkowo. Odkąd stosujemy go przed każdym spacerem nie mamy problemów z czerwoną, szorstką buzią i odmrożeniami. Ja dodatkowo smaruje Kubiemu ręce, każdy spacer i tak u nas kończy się zdjętymi rękawiczkami.

 

 

 

Co jeszcze można dodać do tej listy? Może pomożemy jakiejś przyszłej mamie kompletującej wyprawkę? ;)

Oświadczam, że zdjęcia nie są mojego autorstwa i nie są moją własnością!

2 myśli nt. „Nasze „must have”.

  1. ‚Termoopakowanie na butelkę ‚ nam sie bardzo przydawalo kiedy z naszym malutkim wybieralismy sie np. na dlugi spacer, czy dlugie zakupy. Nie mamy tez samochodu wiec wszedzie idziemy na nozkach. Przydatne szczegolnie dla kobiet ktore nie karmia piersia, tak jak to bylo w naszym przypatku. Kiedy maly pan Jakub (bo tak sie nazywa nasz syn), domagal sie gdzies na miescie mleczka, wystarczylo wyjac z opakowania, mleczko zawsze bylo cieple i gotowe do podania, nie trzeba bylo leciec szybko do domu. ;) Dla nas jak najbardziej przydatne i polecamy! pozdrawiamy :D

    • O widzisz ;) my kiedyś na dłuższe zakupy braliśmy zwykły termos, bo nie mieliśmy takiego termoopakowania. Rzeczywiście przydatne :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>