Gwiazdkowe hity

Tak jak obiecałam- przygotowałam dla was gwiazdkowe hity z Mikołajowego wora, które trafiły w tym roku do mojego dziecka, ku ogromnej uciesze, oraz które nawet się jeszcze jegomościowi nie znudziły!

Mój numer 1. PILOT do telewizora!

Kuba- jak na prawdziwego faceta przystało, wykazuje nadmierne zainteresowanie wszelką elektroniką i elektronicznymi gadżetami takimi jak telefon komórkowy, laptop, ładowarki, kabelki no i właśnie… piloty. Tego przedmiotu pożąda najbardziej na świecie odkąd babcia wymyśliła zabawę pod tytułem „zobacz co ja maaaam…”. Od tego momentu piloty chowaliśmy wszędzie tam, gdzie wydawało nam się, że nie dosięgną ich sprytne paluszki małego elektromana. Ku naszemu zdziwieniu najmłodszy wyciągnął z prezentowej torby właśnie takie cacuszko. Oczy się zaświeciły, łapki zatrzęsły i już, już dziadek począł rozpakowywanie gadżetu, gdy oprzytomniała mama zapytała „No dobra, a gdzie reszta? Jakiś telewizor?”. W tym momencie okazało się jednak, że pilot… pilotem nie jest. Przynajmniej prawdziwym, bo nie wycisza ani telewizora, ani Kuby, aczkolwiek główny zainteresowany łyknął wszystko jak młody pelikan i pokochał go od pierwszego wejrzenia. W dodatku uznał, że TEN jest lepszy, bo wydaje dźwięki, miaucze, szczeka, chrumka i jeszcze świeci, więc w końcu odczepił się od rodzicielskich przełączników z dumą potrząsając swoim osobistym.

2. Roller primavera- Chicco

Po naszemu- turlająca kula. Idealna dla pełzającego lub czworakującego po podłodze motorka, bo zgodnie z założeniem zabawka ma pomóc dziecku w nauce raczkowania i chodzenia. Gra (na dwóch poziomach głośności, co dla nas- rodzicieli jest zbawieniem wieczorową już porą), świeci, brzęczy i ma kilka ukrytych niespodzianek, które zajmują na dobrych kilka chwil (można np. niepostrzeżenie podrzucić zabawkę młodemu do łóżeczka i posprzątać pół pokoju podczas nieobecności pana męża- działa!). A puszczona po podłodze sprawia, że pupka juniora automatycznie wędruje w górę, nogi chcą iść… tylko ręce jeszcze nie wiedzą, że również powinny się przesunąć. Ale pracujemy nad tym, spokojnie ;-)

3. OGROMNY pluszowy miś!

Większy od Kuby ze dwa razy, albo i trzy- tak na oko. Co tu dużo pisać- ja całe dzieciństwo marzyłam o takim przyjacielu, któremu będę powierzać nocne sekrety, i do którego bezkarnie będę mogła przytulać się, gdy przyśni mi się coś złego. No ale ja byłam dziewczynką. Tak czy inaczej duży miś będzie na razie rósł z naszym misiem i obecnie służy mu jako oparcie lub podusia. A jak pięknie komponuje się ze śpiącym już aniołkiem!

„Święta mają coś z bajki…”

I już? Już po świętach? A może by tak jeszcze jeden dzień? Albo chociaż kilka godzin…

Nasze pierwsze wspólne święta z Kubą były zdecydowanie magiczne. Może to za sprawą wzruszeń i dumy, która nas rozpierała, gdy w końcu mogliśmy spokojnie usiąść i cieszyć się naszym szczęściem razem ze wszystkimi. Może za sprawą jego głośnego śmiechu całymi dniami i błysku w oku na widok tylu choinek, które zajmowały go na długie… minuty. A może to była po prostu radość z bycia razem, bez żadnego „powinniśmy”, „musimy” czy „szybko”. W całości dostosowaliśmy się do jego przyzwyczajeń i rytuałów i dzięki temu wszystko przebiegało gładko. Wieczorami junior był już tak zmęczony i przepełniony wrażeniami, że zmywaliśmy się troszkę wcześniej do naszych czterech kątów, żeby chwilę odsapnąć… i poukładać wszystko w wieeeelkich poświątecznych brzuchach. Pierwszy raz nie jestem całą tą świąteczną gorączką zmęczona.

Oprócz tego Kubasiński w ostatnich dniach zaserwował nam taką dawkę wrażeń, że przecieraliśmy oczy ze zdumienia, a babcia niemalże płakała z dumy nad jego osiągnięciami. Ale o tym w poniedziałkowym (siedmiomiesięcznicowym!) wpisie.

Pokażę Wam również prezentowe hity, które trafiły w wybredny gust małego smyka i mam nadzieję, że nie znudzą mu się tak szybko jak całe pudło przeróżnych zabawek.

I zapraszamy do polubienia Kubciakowej strony na fejsbuku! Na bieżąco możecie śledzić pojawianie się nowych wpisów ;-)
https://www.facebook.com/kubciakowo

Refenir Kubuś życzy…

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzymy wam wszystkim zdrowych, spokojnych i rodzinnych świąt. Aby każdy mógł spędzić je tak jak lubi i aby nikt z was nie czuł się w tym czasie samotny. Życzymy spełnienia marzeń i uśmiechu na cały kolejny rok. A wszystkim mamom i tatom- grzecznych dzieciaków, przespanych nocy, szybkiego ząbkowania i duuuużo cierpliwości! ;)

Świąteczny renifer przesyła dużo mokrych całusów! ;*

Najdzielniejsze dziecko na świecie!

Ja wiem, wszystkie są mega dzielne i mega odważne, ale ja dziś niemalże padłam z zachwytu nad moim własnym i jeszcze nie wstałam.

Dziś nadszedł TEN dzień. Dzień, którego bałam się jako dziecko, i którego boję się nadal. Dzień szczepienia. Co prawda to nie mnie kłują od pół roku, ale przeżywam to chyba tak samo (chociaż nie płaczę już spazmatycznie pod gabinetem!)

Ale, ale. Po kilku minutowym czarowaniu niebieskimi oczami przesympatycznej Pani pielęgniarki Kubciakowy został zważony i zmierzony (tu posypało się mnóstwo komentarzy- „Jaki on wielki”, „Jaki grubasek”, „Czym Cię ta mama karmi?!”). I do książeczki zostały wpisane magiczne liczby- 9550 kg i 72 cm (wzrost podobno lekko zaniżony, bo: „potem nam wyjdzie, że wcale nie urósł”).

To, że moje prawie siedmiomiesięczne dziecko ma wzrost i wagę niejednego dziewięciomiesięczniaka- to ja WIEM. Ale co mam zrobić? Zrobić mu dietę? Dawać mniej jedzenia? Kubasiński je dokładnie 5 posiłków dziennie (czyli idealnie tyle ile zaleca ogólny schemat żywienia niemowląt), nie je w nocy i dostaje zawsze dokładnie tyle ile jest napisane na pudełku/ słoiczku. Nie dokarmiam, nie przekarmiam i wiem, że jak zacznie chodzić to po prostu to wszystko zgubi. Dlatego denerwują mnie wieczne komentarze i wzniesione ku niebiosom oczy nad jego fałdkami. Bo ja się bardzo cieszę, że On ma taki apetyt i gdyby mógł to zjadłby obiadek razem z łyżeczką, a mleczko razem z butelką. Taki jego urok!

Nie o tym jednak chciałam! Po krótkiej wymianie zdań na temat tego jak junior znosił poprzednie szczepienia („doskonale, nie było żadnych problemów”) i zapewnieniach Pani pielęgniarki, że „teraz to niestety będzie gorzej, to szczepienie na żółtaczkę, bardziej boli i dzieci płaczą…” – wbiła mu się wielką strzykawą w tłuściutkie lewe udko, a pan Jakub… czarował ją dalej swoimi niebieskimi i śmiał się przez długie trzydzieści sekund, kiedy długaśna igła tkwiła mu w nodze. MATKO! On się tylko wzdrygnął!

Tak siedzę teraz i puchnę z dumy, że mam takie dzielne dziecko i nawet zaszokowana Pani w białym fartuchu powiedziała, że to jedno z nielicznych i, że w ogóle Kuba jest naj. No ba. Kupiłabym mu lizaka, gdyby był większy, albo upomniała się o „dzielnego pacjenta”, tymczasem jednak musi dzielniuchowi wystarczyć meeega buziak i większa porcja przytulania.

Btw. Robiliśmy dzisiaj wietrzenie Kubusiowych magazynów. Tata na urlopie- dzielnie mi pomagał, a jego zadaniem było zajmowanie się Kubą. Nie będę komentować- poniższe zdjęcia pokażą jak zająć dzieciucha na jakieś pół godziny (tak, żeby tata w tym czasie mógł spokojnie poleżeć i pojeść chipsy, zamiast pomóc ukochanej swojej małżonce).

Świąteczny czas.

Idą święta. Widać to na ozdobionych lampkami ulicach, widać w dużych galeriach i mniejszych sklepikach. I widać po ludziach. Chcąc nie chcąc, w okresie około Bożonarodzeniowym ludzie się zmieniają. Jedni marudzą więcej niż zwykle- na pogodę, na święta, na kolejki, na święta, na drogie prezenty, na święta… i tak w kółko. A mimo wszystko zagniatają piernikowe ciasta, robią świąteczne porządki klnąc pod nosem i kupują pięćdziesiątą ósmą paczkę choinkowych bombek. Są tacy co olewają temat- trudno, ich strata. Tu nie będę się rozpisywać. I są tacy co się cieszą- jak ja na przykład. Cieszę się w tym roku podwójnie, ba (!)- potrójnie, bo to nasze pierwsze święta z małym, wielkim NIM. Święta przede wszystkim dla niego, choć niewiele z nich zapamięta. Mimo wszystko przygotowania poczęliśmy już z początkiem grudnia. Po raz pierwszy zabraliśmy się za własnoręczne ozdoby, a Mikołajkowa porcja pierników już dawno została pochłonięta przez łasego pana męża. Nasze cztery kąty są już wysprzątane, bo jak na matkę polkę przystało- ja UWIELBIAM świąteczne porządki i wywlekanie każdego jednego drobiażdżku z każdej jednej szuflady, szafki i półeczki. Bombki zostały wyciągnięte z garażowych czeluści ciemności, a tysiąc sto światełek czeka na swoje miejsce. Pan Kubasiński oczywiście uczestniczy prawie we wszystkim. Piekł z nami ciasteczka i rysował na nich koślawe szlaczki maminą ręką. Dopingował głośno przy klejeniu makaronowej choinki i usiłował bawić się szyszkami, które złośliwa matka wciąż zabierała mu sprzed nosa. Na świąteczne sprzątanie został oddelegowany do babci Be., co by się w tym kurzowym rozgardiaszu nie zawieruszył. Czekam już niecierpliwie na żywą choinkę, o której marzyłam odkąd wyremontowaliśmy się tu- na parterze i zachodzę w głowę jak uchronić ją przed ciekawskimi rączkami Kubciaka i niebezpiecznymi łapkami wiecznie szukającego rozrywki czworonoga. Damy radę!

Oczywiście przygotowania do świąt z półrocznym, ząbkującym niemowlęciem domagającym się nieustannej uwagi, wspólnej zabawy, wygłupów, regularnego karmienia, usypiania i spacerów- nie jest proste. Wygląda to mniej więcej tak, że część rzeczy robimy „na szybko!” (choć wcale nie po łebkach!), a część sobie po prostu odpuściliśmy ;-) Ja jako niezbyt utalentowana kucharka z wigilijnych dań to mogłabym ewentualnie ugotować barszcz z torebki, więc zaproszenie do rodziców baaardzo nam ułatwiło życie ;-) (Kto ma dziecko ten wie, że ugotowanie zwykłego makaronu z bąblem w kuchni jest czasami bardziej pracochłonne niż przyrządzenie np. dzika w sosie myśliwskim!)

Święta już za chwilę, już za momencik. Już widzę te odbijające się w czterech sztukach niebieskich i w moich piwnych- mieniące lampki. Czuję zapach lasu i drugiej partii pierniczków pomieszany z zapachem grzybów, które jadamy przecież tylko raz w roku. Uśmiecham się na myśl o pierwszej gwiazdce (oczywiście dla NIEGO przede wszystkim), o dziadkach pokazujących pierwszemu wnukowi świąteczne ozdoby, o wspólnym kolędowaniu, o ziewaniu podczas pasterki i Bożonarodzeniowym śniadaniu z czterema psiakami między nogami. Będzie wesoło, będzie magicznie, będzie cudownie- wierzę w to i stanę na rzęsach, żebyśmy zapamiętali te pierwsze wspólne święta na długie lata.

A dla was pierwsza porcja naszych świątecznych przygotowań ;-) Pozdrawiamy grudniowo!

 

Słowem wstępu.

Szukam i szukam swojego miejsca na ziemi. To prawdziwe- „z psem i paprotką” odnalazłam już dawno temu, przy boku niebieskookiego małża, który zadomowił mnie na swoim parterze i nauczył między innymi chodzić w zimie w skarpetkach, ale dziś nie o tym. Szukam jeszcze miejsca, w którym mogę się pisarsko najzwyczajniej w świecie „wyżyć”. Bo gdzie już nas nie było! Na popularnym photoblogu skupiam się raczej na zdjęciach i opisaniu w kilku słowach ostatnich synowskich poczynań. Na facebooku skrobnę czasem „o czym myślę”- ale głównie służy mi do chwalenia się światu moim dzieciuchem. I mężem od czasu do czasu. Mam jeszcze różowy zeszyt z okładką z Beverly Hills, w którym miałam co nieco opisywać, kiedy się Kubciakowy urodzi, ale obecnie poprzestaje na kilku zdaniach raz w miesiącu. To prawda- w dobie komputerów sztuka PISANIA zanika. Więc może tu? Może częściej? Może szerzej? Zobaczymy.

Na początku wypadałoby napisać kim jesteśmy. Otóż jesteśmy mamą i tatą- nie tak świeżo upieczonymi, bo tytułowy bohater- Kubasiński ma już 6 i pół miesiąca. Czas leci. Jesteśmy dość młodym małżeństwem i staż u nas jeszcze nie wielki (całe PÓŁTORA roku), ale czymże są lata, kiedy miłość puka do drzwi?

I tak żyjemy sobie powolutku, choć czasem brakuje czasu na wszystko, wciąż poznając siebie nawzajem i ucząc się życia we troje.

Tfu! Tfu! Matko wariatko! We czworo przecież- bo w tym roku Mikołaj podarował nam jeszcze czworonożnego przyjaciela do kompletu. Co prawda miał to być najbardziej przyjaciel Kuby, ale jak na razie… chociaż i o tym może innym razem, bo pan Snickers również zasługuje na swoją własną historię.