O dumnej mamie…

Rozwój niemowlęcia to zawsze było dla mnie „coś” fascynującego. Nawet nie mając jeszcze w planach Mr. Kubasińskiego uwielbiałam słuchać opowieści, anegdot i historii znajomych rodziców o ich pociechach. Oglądałam zdjęcia i filmiki na fejsbuku, do każdej kolejnej „dzieciatej” koleżanki obowiązkowo jeździłam na oględziny. Dziwiłam się, że z wizyty na wizytę- dzieci mogą się AŻ tak zmienić. Pierwszego prawdziwego szoku doznałam, gdy przyszłam kiedyś w pewien poniedziałek do mojego siedmiomiesięcznego podopiecznego, który w piątek leżał jeszcze ze mną spokojnie na kanapie, a tymczasem przywitał mnie siedząc w drzwiach po czym pomknął jak strzała do sąsiedniego pokoju na czterech łapkach. (!?) Poczułam wtedy chyba… dumę. Dumę z obcego skądinąd dziecka, ale przecież i ja przez te kilka miesięcy zdążyłam się do niego przywiązać. Cieszyłam się z osiągnięć jako ciocia- i ta prawdziwa i ta „przyszywana” i jak zaczarowana słuchałam pierwszych dziwnie brzmiących słów małych katarynek. Prawdziwą jednak dumę odczuwam dopiero od siedmiu miesięcy. I jest to duma zupełnie inna niż duma z samej siebie- czy to po zdanym egzaminie, czy po dobrym obiedzie, którego wyjątkowo udało mi się nie zepsuć ;-)

Każda mama jest dumna ze swojego dziecka, choć jego osiągnięcia nie różnią się przecież niczym innym od osiągnięć innych dzieci. Każde się przecież uśmiecha, powie pierwsze „geeej”, usiądzie, poraczkuje, wstanie… Dlaczego więc to tak cieszy? Dlaczego sprawia, że puchnę z dumy po raz setny i wciąż nie mam tego dość?

Dziś pokonaliśmy kolejny etap- świat stanął przed Kubą otworem. Po dwóch miesiącach dyndania pupką w powietrzu zakumał w końcu, że ręce też trzeba podnieść, a nogi przesunąć. Mój mały raczek przemierzył pół pokoju, aby dostać się do maminych rąk, które złośliwie znalazły się gdzieś w samym kącie. W ruch poszły pierwsze szuflady, a na babcinym lustrze junior zostawił piękne odciski mówiące- TU byłem. Patrzyłyśmy jak urzeczone, a pracujący tata został uszczęśliwiony przez telefon. I jak tu nie być dumnym, kiedy siedmiomiesięczny maluch już tyle umie? A dopiero co przecież krzyczał czerwieniejąc z minuty na minutę, owinięty brzydką pieluszką- zły i obrażony na cały świat, że śmiemy zakłócać mu jego święty spokój. Dosłownie chwileczkę temu…